Szablon przystosowany przede wszystkim do Internet Explorer.
| Strona | Księga | Archiwum | Do ulubionych | Do znajomych | O mnie |
--------
Licznik od dawna zepsuty. dni.
--------
Tytuł: Zmęczenie
Godzina: 21:19
Data: 28.02.2011
Skomentuj tu... [2]
------------------
Nadchodzi ten moment, gdy zima coraz bardziej ulega wdziękom wiosny, by w końcu się im poddać i odejść. Osłabiona czasem długiej dominacji opuści tę ziemię, by zawładnąć nią po raz kolejny, gdy nadejdzie na to odpowiednia pora.
W końcu mogę oddać się zainteresowaniom, a przede wszystkim z chęcią uczyć się do matury. Ostatnie miesiące nauczyły mnie, że robienie w życiu czegoś, co męczy, to przerażająca wizja.
Jak obiecałam, wstawiam zaległy rozdział. Przepisywanie go zajęło wieczność. Pisząc nowy, czułam ogromne spełnienie, radość tworzenia, wspaniała sprawa. Swoją drogą wyrażenie "głos Koego" po japońsku wyglądałoby zabawnie - "Koe no koe". Ale o to miało przecież chodzić.
------------
Czym grozi wpadnięcie na istotę nie z tego świata? Czy zetknięcie się z cząsteczkami nieludzkimi może wywołać tę samą reakcję, co spotkanie materii i jej antyprzyjaciółki? I czy za taki czyn nie grozi kara?
Mice przeleciały przez głowę powyższe pytania, jednak tylko pierwsze i ostatnie zagrzały w niej miejsca nieco dłużej. Poza tym od pytań ważniejszy był sam fakt wpadnięcia na Koego. Lecz nim się obejrzała, z impetem upadła na podłogę, a ułamki sekund później usłyszała huk wygniatanej przez grawitację torby z zakupami w ziemię.
Mikę ogarnęło parę uczuć jednocześnie: ból w rękach, które miały za zadanie zamortyzować upadek, wściekłość, że przyniesione zakupy uległy zniszczeniu, a także zdziwienie, dlaczego zamiast wpaść na Koego skończyła na podłodze. Towarzysz ciągle stał w tym samym miejscu, zachowując stoicki spokój i patrząc na nią obojętnym spojrzeniem. Czy ona... po prostu przez niego przeniknęła?
-Jak... Jak ty to zrobiłeś?
-Już ci powiedziałem - jestem tak prawdziwy, jak wszystko, co cię otacza, jak i nierealny, jak sny, które cię nachodzą.
Typowe metaforyczne odpowiedzi w połączeniu z niewzruszoną postawą Koego sprawiły, że Mika na nowo poczuła złość na przybysza. Nie dość, że przez jego dziwne i niepojęte umiejętności znowu odniosła uszczerbek na zdrowiu, to dodatkowo przez jego nagłe pojawienie się będzie musiała iść jeszcze raz do sklepu. Ze wściekłości walnęła pięścią o ziemię.
-Przepraszam.
Mika spojrzała na Koego zdziwiona.
-Co?
-Przepraszam – powtórzył i wyciągnął w jej stronę rękę.
-Myślisz, że znowu chcę wylądować na ziemi? O nie, przecież moja ręka przejdzie przez twoją jak ostatnio - burknęła zirytowana.
-Uwierz.
Nie wiedziała, dlaczego, ale Mika była niemal pewna, że gdyby znała głos Koego, byłby teraz delikatny, ciepły i pełen troski. Może dlatego, że ta myśl taka była? Ale skąd ona w ogóle wyczuła jej delikatność i troskę?
Mając dość niepewności, Mika spojrzała Koemu w oczy. Po raz pierwszy widziała je z tak bliska. Choć miały inny kolor niż spotykany u ludzi, było w nich dokładnie to samo, co w ludzkich. Ale czemu?
Jakby tego było mało, w przeciwieństwie do twarzy Koego w jego oczach Mika dostrzegła uczucia, które wyczuła w jego wiadomości. A gdyby potrafiła, mogłaby dostrzec jeszcze więcej...
Uwierzyła. Tak po prostu. Nie rozumiała tego, ale teraz nie chciała tego zrozumieć. Pragnęła sprawdzić, czy słowa Koego mają jakieś pokrycie w rzeczywistości. Koe zbliżył do niej rękę. Teraz albo nigdy.
Chwyciła ją. Nie było mowy, żeby jej dłoń przeniknęła przez niego. Trzymała ją mocno. Nie mogła nadziwić się, że wcześniej Koe był niczym duch, a teraz zwyczajnie trzymała go za rękę, prawie tak, jak wcześniej Kallego. Choć dłoń Koego była inna - nie wyczuwało się w niej ciepła ani chłodu.
Koe momentalnie spuścił wzrok, po czym ponownie spojrzał na Mikę i zdecydowanym ruchem ręki pomógł jej wstać. Dziewczyna patrzyła, jak jego ręka wykonuje pracę przy jej podnoszeniu. Udało się jej dotknąć bransolety (na co przybysz rzucił szybkie, nerwowe spojrzenie), jednak ta okazała się tak zimna w dotyku, że Mika możliwie najszybciej zabrała z niej palce.
Stali naprzeciw siebie. Dopiero teraz Mika zauważyła, że Koe nie był od niej aż tak wyższy, jak początkowo przypuszczała. A przyglądając mu się dalej stwierdziła, że w sumie nie wyglądał na tego, za kogo się podawał. Zawsze wyobrażała sobie takie postaci odziane w szykowne, bogato zdobione stroje, żeby dzięki temu rzucać się w oczy w każdym miejscu. Tymczasem Koe miał na sobie zwykłą, białą habitową szatę ze sznurem przepasanym na biodrach, która jedynie odsłaniała ręce od łokci w dół. Z drugiej strony po co mu tak długie bransolety na przedramionach i tiara na czole, niepasujące do prostoty habitu...?
Nagle Mika przypomniała sobie o zakupach. Obejrzała się na bok, gdzie czekał ją przykry widok - niektóre z produktów zniszczyły się pod wpływem brutalnego kontaktu z podłogą. Miał ją napaść kolejny atak złości, ale z niewiadomych powodów zdążyła go zdusić w sobie, nim ten ujrzał światło dzienne. Rozmyślała już o kolejnej wizycie w sklepie, kiedy Koe chwycił torebkę za uszy i trzymał ją na wysokości ramion, chcąc ją przekazać Mice. Ta musiała przyznać, że widok kogoś o aparycji Koego z reklamówką był całkiem osobliwym widokiem.
-Proszę.
Mikę zdziwiło, gdy Koe wręczył jej siatkę z uszkodzonymi rzeczami, lecz kiedy wzięła ją do rąk i zajrzała do środka, każdy z goszczących tam produktów był w nienaruszonym stanie. Choć zdążyła już doświadczyć na własnej skórze zdarzeń paranormalnych, nie minęło tyle czasu, by mogła się z nimi oswoić. Nie potrafiła także określić, co wtedy czuła, po prostu nie wiedziała. Szok wywołany zaistniałą sytuacją pozwolił jej jedynie na spokojne - jak tylko się wtedy dało - rozpakowanie zakupów. Większość rzeczy znalazła się w lodówce, a cała reszta, niepotrzebująca przebywać w ochłodzonym miejscu, została położona na blacie koło lodówki.
Jak to miało miejsce przez ostatnie godziny, Koe bacznie obserwował Mikę, nie dając po sobie poznać jakichkolwiek emocji. Stał, obracał się tudzież wykonywał małe manewry, nie spuszczając jej z oczu. Widział, że coś chodziło jej po głowie. Domyślał się, co krzątało się w jej myślach, mógł się nawet upewnić poprzez ich przestudiowanie. Nie chciał tego robić, czy też raczej nie powinien. Tak, jak nie powinien był wykonać czynności sprzed chwili.
Po wyjściu z kuchni, trzymając telefon w ręku, Mika walnęła się na kanapę biurową. Dopiero teraz poczuła się wyjątkowo zmęczona. Nie spodziewała się, że spontaniczna rozmowa może się okazać takim wysiłkiem fizycznym. A może chodziło o coś innego...? Odetchnęła głęboko i przeciągnęła się, po czym rozsiadła się do reszty na kanapie i patrzyła przed siebie. Jednocześnie czuła, jak jej organizm bez pośpiechu trawił poranne naleśniki. Miała w końcu trochę czasu, żeby przeanalizować wszystko, co przytrafiło się do tej pory. Zostało jej już niecałe siedem dni. Choć starała się wykorzystać pozostały czas do granic możliwości, ostatnie parę godzin minęło błyskawicznie, a jedynym ich efektem była rozmowa z Kalle. Spędziła masę czasu nad wypełnianiem kartki rzeczami do zrobienia, a i tak była niemal pusta. A ile zajęło jej pisanie tego listu... Przecież Kalle go przeczytał w niecałą minutę. Podobnie było z całym jej życiem - latami pracowała na efekty, na które zostało jej tak niewiele czasu. Co robić? I kiedy?
Burzę myśli przerwał dzwonek telefonu. Była to jakaś dość skoczna melodyjka, za którą Mika specjalnie nie przepadała. Dzięki temu nauczyła się szybko podnosić słuchawkę. Tym razem było nieco inaczej. Wpatrywała się w wyświetlacz, na którym widniał napis "Liisa". Liisa, jej sekretarka. Co tym razem miała jej do zakomunikowania? Chcąc się przekonać, ustawiła telefon na tryb głośnomówiący i odebrała połączenie.
-Umówiłam panią z detektywem, jak pani prosiła. Twierdzi, że jest w stanie wykonać pani zlecenie i chce to omówić. Jutro na dwunastą w jego biurze, pod wskazanym adresem.
-Dobrze - skłamała Mika. Dotarcie na drugi koniec miasta bez samochodu wcale nie było dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza, że na komunikacji miejskiej nie znała się wcale, natomiast do taksówkarzy nie miała zaufania. A zawsze uważała, że posiadanie dwóch samochodów jest bardziej burżujskie aniżeli funkcjonalne... Jednak wierzyła, że Liisa postarała się najlepiej, jak mogła.
-Czy ma pani jeszcze jakieś życzenie?
-Poczekaj... Wyszukaj jakieś ciekawe miejsca na spędzenie wieczoru, żeby mieć możliwość porozmawiania z osobą towarzyszącą, ale ma też być ciekawie. Namiary prześlij mi mailem.
-Pani się z kimś umówiła? - spytała zdziwiona Liisa. Wszelkie sprawy biznesowe szefowa zawsze załatwiała w biurze, a do tej pory nie zdarzyło się, żeby kogoś zaprosiła na spotkanie bądź na jakieś szła.
-Nie, będę odzywać się do powietrza i bawić się z wyimaginowanymi chochlikami - odpowiedziała jej Mika, w głosie której można było usłyszeć nieco irytacji.
-Rozumiem - skończyła Liisa, nie chcąc drążyć więcej tematu i zostać zruganą za interesowanie się cudzymi sprawami - I tak w ogóle bardzo mi przykro...
Liisa rozłączyła się, nim Mika zrozumiała, co mogła mieć na myśli sekretarka. Przykro? Z jakiego powodu? Czyżby wiedziała, że coś jej się nie uda? ...
-Nie zapomniałaś o czymś? - spytał jej Koe, ponownie przeszkadzając jej w niezbyt odpowiednim momencie. Ponieważ Mika rozmawiała, używając głośnika, słyszał wszystko, co mówiła Liisa.
Ten znowu ze swoim głupim pytaniem. Niby o czym mogła zapomnieć? Ze sklepu przyniosła wszystko, czego potrzebowała, a wszelkie sprawy, jakie miała załatwić, były na razie wykonane.
-Pamiętam o wszystkim, o czym chcę pamiętać - oznajmiła mu Mika.
Odłożyła telefon na stojący obok kanapy stolik. Tak błogo jej się leżało, że pragnęła zapomnieć o całym świecie i jego problemach choć na chwilę. Nie miała ochoty zastanawiać się nad słowami Liisy, pytaniem Koego czy spotkaniem z Kalle. Wiedziała, że to marnotrawstwo czasu, coś wbrew jej naturze, ale intuicja jej podpowiadała, że właśnie to ma teraz robić - leżeć na kanapie, nie myśląc o niczym. W końcu czy zamiast na nowo otwierać rany problemów, nie lepiej po prostu o nich zapomnieć?
Koe najwyraźniej znał na to pytanie odpowiedź inną niż Mika.
Od kiedy dziewczyna mu się przyjrzała, nie postrzegała go już jak kogoś wyższego od niej rangą lub pochodzeniem. Prędzej za natręta. Choć szczęśliwie Koe wysławiał się ostatnio znośniej niż na samym początku, mimo to był tak samo tajemniczy, jak przedtem. I zamiast podpowiadać, tylko utrudniał wszystko. I bez niego wszystko było pokomplikowane.
Mika spodziewała się, że i tym razem towarzysz będzie chciał dać jej jakieś głupie zadanie. Nie obchodziło jej to zupełnie, bo nie miała zamiaru ruszyć się z kanapy przez najbliższy czas. Mógł wymyślić coś najgłupszego, abstrakcyjnego lub niewyobrażalnie ciekawego, czuła się na tyle zmęczona i było jej tak dobrze, że nic nie mogłoby jej zmusić do zejścia z tak komfortowego mebla. Był wart każdych pieniędzy.
Koe cierpliwie czekał, aż Mika zwróci na niego uwagę. Kanapa jednak okazała się na tyle wygodna i absorbująca, że całkowicie pochłaniała uwagę dziewczyny. Nie chcąc pogodzić się z porażką z kanapą, usiadł na jej oparciu, uprzednio zadbawszy o to, żeby opadające z gracją włosy o nic nie zaczepiły.
Kiedy dzieci wykazują się ignorancją, mówienie do nich w sposób na co dzień niezrozumiały tylko pogorszy sprawę. Wiedząc to, Koe skupił się na chwilę i zwrócił do Miki:
-Nie możesz się poddać.
Mikę zdziwiło to wyznanie, ale nie chciała tym razem tego ujawnić, więc jedynie podniosła jedną powiekę i spojrzała spode łba na Koego. Czuła się całkiem fajnie, lekceważąc go we właściwy sposób. Nie musiała mu nawet odpowiadać.
-Zamierzasz przeleżeć cały ten czas na kanapie, godząc się z porażką swego życia? - kontynuował.
Zobaczył błysk w jej oku. Nawet kiedy dzieci pozornie nie wykazują zainteresowania, po usłyszeniu uderzających w ich godność słów zareagują. A Koe doskonale wiedział, co jeszcze zrobić, by wywołać odzew z drugiej strony.
-Czyż egzystencja twa ku nieuchronnej zagładzie podążać ma...?
Widział, jak powyższe zdanie wpływało na Mikę. Coraz bardziej zbliżała się do punktu wysokiej irytacji. Miał dodać kolejne zdanie, kiedy Mika odpowiedziała:
-Koe, daj ty mi spokój.
-Ale...
-Koe. Wiem, do czego zmierzasz.
-Tak sądzisz?
Pytanie to jednoznacznie wskazywało na rzucenie wyzwania. Choć Mice potwornie się nie chciało, zdecydowała się je podjąć.
-To proste, zmierzasz do...
-Biegnąc przez całe życie daleko nie dobiegniesz. Odpoczynek jest konieczny, lecz nie ten powstały poprzez zniechęcenie do biegu.
-Jeszcze raz mi przerwiesz, a...
-Nieważne, ile razy udasz, że wszystko jest w porządku, za każdym razem oszukasz samą siebie i ty na tym ucierpisz najbardziej.
Punkt wrzenia został osiągnięty. Nic tak nie wyprowadzało Miki z równowagi, jak przerywanie jej. Dziewczyna usiadła na kanapie, naprzeciw Koego. Jej irytacja właśnie rozpoczęła żniwa.
-Myślisz, że taka głupia jestem, by o tym wszystkim nie wiedzieć? Masz mnie za skretyniałą idiotkę, bo pozwoliłam sobie na chwilę słabości? Całe życie wypruwałam sobie flaki, żeby coś osiągnąć, a teraz śmiesz mi to wytykać? Ty, pan doskonały, pan "zawsze mam rację i prawo pouczać wszystkich wokół"? Nie przeszedłeś tego, co ja, więc jakim prawem mnie oceniasz? Nie zdajesz sobie sprawy, ile poświęciłam, przez co przeszłam, by mieć to, co mam!
-A co masz? - spytał Koe. W tonie jego myśli wyraźnie było słychać stanowczość i powagę większą niż zwykle, nawet na jego twarzy pojawiło się lekkie wzburzenie.
-I ty jeszcze pytasz? Ta kanapa, to wszystko wokół, to dorobek mojego życia, na który sama sobie zapracowałam! Sama, rozumiesz? SAMA!!!
-I to wszystko? To nazywasz dorobkiem życia swego?
W tamtej chwili Mika myślała, że rozniesie Koego na strzępy. Tak długo układała wypowiedź mającą na celu słowne pobicie przybysza, że Koe zdążył ją uprzedzić i kontynuował swoje dzieło.
-Czy dzięki temu dorobkowi czujesz się szczęśliwa, spełniona? Czy jesteś zadowolona ze swojego życia?
Pytanie to momentalnie ostudziło zapał Miki do walki. Przypomniała sobie, jak Koe je wcześniej jej zadał. Dalej nie umiała znaleźć na nie odpowiedzi. Ale teraz odkryła nowe znaczenie słowa "sama". Uświadomiła sobie, że w życiu wszystko robiła sama - samodzielnie i z dala od innych. Dopiero teraz poważnie ją to dotknęło.
-Skoro tak bardzo cię denerwowało, gdy przerywałem twe zdania, czemu sama tego nie uczyniłaś i do końca słuchałaś tego, co ci do powiedzenia miałem? - ciągnął dalej Koe.
Gniew zdążył opuścić ciało Miki, na jego miejsce weszła prawda. Prawda, której Mika nigdy nie słyszała. Chciała ją usłyszeć, dlatego nie przerywała Koemu, choć godziło to w jej ambicję. Po raz pierwszy tak bardzo się uzewnętrzniła, wyrzuciła z siebie, co jej przeszkadzało, co ją trapiło od tak dawna. Poczuła swojego rodzaju ulgę, że z jej ust wyszły te wszystkie słowa. Choć z drugiej strony było jej głupio, bo od początku wiedziała, że nie miała racji, a i tak brnęła z tym do bolesnego i rozczarowującego końca.
Usłyszała, jak w myślach Koe wypowiadał jej imię. Niechętnie na niego spojrzała. Była mu winna przeprosiny, po raz kolejny. Jednak i tym razem nie była w stanie powiedzieć mu tego prostego słowa.
-Nie po to tu jestem, by uprzykrzać ci życie. Nie pragnę też, byś pozwoliła poddać się w tak ważnym dla ciebie momencie.
-Więc dlaczego tu jesteś, Koe? Po co do mnie przyszedłeś? - spytała Mika z wyraźnym rozgoryczeniem w głosie.
-Chcę cię poznać.
Mika była pewna, że właśnie teraz, u siedzącego i patrzącego na nią z góry Koego dostrzegła wśród burzy włosów maleńki uśmiech. Okazał się jednak zbyt mały, by Mika mogła tak szybko dojść do siebie.
-Proszę, gdzieś w biurku są moje CV, w bazie danych w komputerze znajdziesz jakieś informacje o mnie, bierz i czytaj - odparła zmieszana i zrezygnowana.
-Od ciebie chcę usłyszeć twoją historię. Opowiedz mi ją, proszę.
Maleńki uśmiech dalej nie znikał z jego twarzy. W jakiś sposób poprawił Mice humor i zachęcił, by zaprzestała bezcelowo leżeć na kanapie, a całe to zajście zmotywowało ją ostatecznie do działania. Ponownie rozsiadła się wygodnie, mając przed sobą Koego.
-Dobrze - odpowiedziała - ale uprzedzam, to zajmie trochę czasu.


...Albo skomentuj tutaj

------


--------
rosa-na-teczy aliveness szukajac-szczescia iljandi fin-fiction
---------
Oblicze Przyjaźni: I II III IV V VI VII VIII IX X
------------------
Szablon powstały z mojej inicjatywy na własne życzenie. Można patrzeć i podziwiać, byle nie kopiować. Przystojniak pobrany z deviantART-u.